Odwróciła się zbyt gwałtownie i straciła równowagę.
Zacisnęła mocniej powieki, bo wiedziała co ją czeka… Poczuła dziwne uczucie w
żołądku. Zaraz spadnie, roztrzaska się o ziemię…Umrze…
W tym jednym ułamku sekundy wyszukała wspomnienie, które
miało towarzyszyć jej do końca. Było świeże, piękne i godne, aby być tym
ostatnim. Jednak zanim w jej głowie rozbrzmiał głos Xaviera poczuła silny ból w
obu łokciach. Szarpnięcie było tak silne, że kompletnie wyrwało ją z otumanienia.
Płomień ogniska rozświetlał ich kontury. Kevin i Xavier
trzymali drobną Michael za przedramiona. Zobaczyła turkusowy wzrok, a obok
jasno-błękitny. Ze strachu kurczowo wbiła paznokcie w ich muskularne ręce. Jej oczy
zaszły łzami, roztrzęsiona czekała, aż ją wyciągną z tego piekła. Jednak oni
się nie spieszyli…
- Ile? – spytał Xavier, nie spuszczając wzroku z dziewczyny.
Doskonale zauważył w jej oczach paniczny strach.
- Jeszcze nie czas, Xavier, ostatnio wskazywała styczeń –
odpowiedział.
Ona dalej nic nie rozumiała, tylko panicznie wbijała w nich
paznokcie, chcąc się ratować. Byli panami jej losu. Mogli skazać ją na śmierć w
każdej chwili.
- Dziś jest twój szczęśliwy dzień, Mała Mi – wyszeptał Xavier
i obaj wciągnęli dziewczynę na urwisko.
Po całej zaistniałej sytuacji Remi wybuchnęła
panicznym płaczem. Łzy pozostawiały czarne smugi tuszu na jej porcelanowej
twarzy. Gdy Kevin chciał pomóc jej wstać, wystraszyła się śmiertelnie i
odskoczyła wprost w ramiona Amy.
- Spokojnie Remi, wszystko jest dobrze, Xavier i Kevin Cię
wyciągnęli, chwała Bogu – powiedziała cicho i również zaczęła płakać.
Michael nie potrafiła się opanować, wciąż drżała. Nie
wiedziała, co miał znaczyć ten cholerny dialog, gdy wisiała nad przepaścią,
zdana na ich łaskę.
- Chodź, Xavier zawiezie Cię do domu…- szepnęła Amy,
pociągając lekko dziewczynę w stronę auta.
- Nie…- szepnęła Michael, z oczami pełnymi łez, jednak blond
piękność nie dosłyszała tego.
Zanim się obejrzała już siedziała na przednim siedzeniu. Do
auta wsiadł turkusowooki. Westchnął, widząc, w jakim stanie jest jego
koleżanka. Doskonale wiedział, ze teraz śmiertelnie boi się jego osoby, po
słowach, które wypowiedział. Nie miał innego wyjścia…
Przekręcił kluczyk i ruszyli w drogę. Przez chwilę ignorował
szloch Revens, jednak po pewnym czasie zatrzymał auto.
Spojrzał na nią. Miała rozmazany makijaż, napuchnięte
policzki, zdarty fioletowy lakier i skrzące się oczy, od łez. Mimo tego
okropnego opisu, nadal miała to coś, swoje specyficzne piękno.
Wystraszyła się tego nagłego zatrzymania i już była gotowa
szarpnąć za klamkę auta i uciec od tego strasznego człowieka, który w jej
oczach gotowy był pozwolić jej spaść.
- Spokojnie Michael – powiedział kojącym tonem, na co
zaczekała chwile z ucieczką. – Musisz się uspokoić, nie możesz wrócić taka do
domu – stwierdził i w głębi ducha przyznała mu rację, jednak dalej milczała. –
Chodź, pokażę Ci coś – dodał.
Zauważył w jej wzroku iskrę nieufności.
- Nic Ci nie zrobię, przysięgam, chcę Ci wyjaśnić kilka
rzeczy. – Nie poznała jego głosu, w tym momencie był tak spokojny, melodyjny,
że zdawało się, że jej to wyśpiewał.
- Dlaczego nie możesz wyjaśnić mi tu? – spytała, a jej głos
drżał.
- Chcę Ci pokazać pewne miejsce, gdy chcę się uspokoić,
wtedy idę właśnie tam – wyjaśnił.
Szli przez las, wąską ścieżką, w milczeniu. Michael co
chwile potykała się o wystające korzenie. Usłyszała kpiący śmiech Xaviera.
- Jesteś najbardziej irytującym człowiekiem na świecie –
warknęła.
- Ktoś tu przeszedł z fazy płaczu do fazy gniewu –
skomentował, unosząc brwi.
- Jest noc, nic nie widzę i idę przez las z człowiekiem,
który chciał pozwolić mi zginąć – prychnęła.
Zatrzymał ją pewnym ruchem dłoni, po czym ustawił przed sobą
jak małą laleczkę tak, aby mogła widzieć jego oczy.
- Nigdy Revens nie pozwoliłbym Ci zginąć – wypowiedział bardzo
dobitnie.
- Twoje słowa w tamtym czasie sugerują coś innego, Lockwood –
warknęła, mrużąc oczy.
`- Właź – burknął, wskazując ręką miejsce.
Dopiero teraz zauważyła ogromną wieżę widokową. Była bardzo wysoka.
Revens sprytnie wspięła się po stromych schodkach na najwyższy balkon. Dopiero
teraz zrozumiała, o co chodziło Aniołowi Śmierci. Widok zapierał dech w
piersiach. Ciemne niebo, usiane gwiazdami, a na środku królował jaśniejący księżyc,
oświetlający ciemny las. Zauważyła dużo małych jeziorek i rzekę, które iskrzyły w księżycowym blasku.
Była wniebowzięta. Usiadła po turecku na drewnianej posadzce, przewiesiła ręce
przez belkę i upijała się widokiem. Niedaleko niej, ale w bezpiecznej odległości przysiadł Xavier.
- Niesamowicie, nie?
- Tak – odpowiedziała Michael, zerkając na niego. Był jedną,
wielką zagadką. Aspołeczny, który toleruje bliskość tylko jednej osoby – jej. Zastanawiała
się o co chodzi w tej całej sprawie. Atak, walka, upadek…Wszystko było zagadką.
- Wierzysz w magię Michael? – spytał, a owe pytanie
kompletnie ją zaskoczyło.
- Słucham?
- Czy wierzysz w magie, Michael? – Uwielbiała sposób w jaki
wypowiadał jej imię.
- Nie – odpowiedziała sucho. – Możesz nie owijać w bawełnę
tylko wyjaśnić mi to wszystko? Te wszystkie tajemnice?
- Nie, jeśli nie wierzysz w magię – zaśmiał się.
- Jesteś niemożliwy, Xavier Lockwood – burknęła, kręcąc
głową na znak dezaprobaty.
- Niedługo staniesz przed czymś, na co być może nie będziesz
gotowa – szepnął, a gdy zwróciła oczy w jego stronę, patrzał głęboko przed
siebie.
- Jeśli mi powiesz co to takiego – będę – odparła, dumnie
podnosząc głowę.
- Wierzysz w magię Michael? – Pytanie powtórzyło się.
- Nigdy nie miałam z nią do czynienia – odpowiedziała nieco
inaczej.
- Niedługo będziesz.
- Jesteś śmieszny, powiedz mi prosto z mostu, o co chodzi –
pisnęła zrezygnowana.
- Wierzysz w siły nadprzyrodzone, anioły, miałaś kiedyś
jakieś dziwne sytuacje w życiu, coś nienormalnego? Nic się nie działo? – Te pytania
powoli zaczęły się dla niej robić straszne.
- Nie, moje życie jest ekstremalnie normalne, ja też jestem
ekstremalnie normalna – wyjaśniła, patrząc mu prosto w oczy.
- Błąd Mała Mi, nie jesteś zwykłą szesnastolatką – mruknął.
- To kim jestem?
- Nie mogę Ci powiedzieć wszystkiego, ale niedługo sama się
dowiesz, obiecuję Ci. Póki co muszę dbać o Twoje bezpieczeństwo.
- nie musisz mnie pilnować jak dziecka! – zaperzyła się.
- Przekonałaś mnie, zwłaszcza dzisiejszą nierozwagą –
powiedział głośnym sarkazmem.
-„ Ostatnio wskazywała styczeń”. Co to oznacza?
- Nie mogę powiedzieć.
- JEST COKOLWIEK CO MOŻESZ MI WYJAŚNIĆ?! – wydarła się.
- Owszem – powiedział spokojnie, przez co jeszcze bardziej
się wzburzyła. – Zamknij oczy.
- Nie.
- Zamknij je do cholery! – warknął.
Wystraszyła się nieco, ale posłusznie zacisnęła powieki.
Spodziewała się czegoś w rodzaju wywieszenia przez belkę w celu zastraszenia
lub nagłego zawału, ale nie tego…
Usłyszała, że wstaje z miejsca i siada blisko niej. Czuła
jego oddech na swojej twarzy. Rozgrzane powietrze obijało się o jej policzki, poharatane
czarnymi smugami.
- Wierzysz w anioła stróża, Michael? – szepnął melodyjnym
głosem, a po jej ciele przepłynął
dreszcz.
- Gdyby nie on, chyba już bym nie żyła, prawda? – spytała szeptem.
- Słuszny wniosek – mruknął.
Pachniał drogą wodą kolońską. Wyczuła ten delikatny zapach,
gdy zbliżył się do niej na kilka centymetrów. Uchyliła lekko powieki, aby
zobaczyć turkusowe odbicia i nie zawiodła się. W świetle księżyca były jeszcze
piękniejsze. Wpatrywały się w nią z wielką niewiadomą, poszukując w jej
szmaragdowo-szarych przyzwolenia.
- Wierzysz w magię, Michael Revens? – spytał, a gdy
wypowiadał te słowa wyczuła jak jego wargi lekko muskają jej.
- Zaraz się przekonam – powiedziała równie cicho, co on.
Obchodził się z nią jak z szklaną figurką. Każdy ruch był
delikatny, wyważony, jakby nie chciał jej uszkodzić. Starał się być
perfekcyjny, chociaż dla niej był w stu procentach. Musnął jej dolną wargę,
delikatnie, jako ostrzeżenie, po czym wziął ją w swoje miękkie usta. Poczuła,
ze świat wokół niej wiruje, zdawało się jej, że lata, unosi się w jakiejś
magicznej przestrzeni, którą dla niej stworzył. Jego silna dłoń leciutko
gładziła napuchnięty policzek. Czuła jak poprzez pocałunek wlewa w nią jakąś
dziwną, monumentalną energię, która rozchodziła się po całym jej ciele. Gdy
powoli odrywał się od niej, zdesperowana przysunęła się w jego stronę, chcąc
więcej. Wiatr rozwiewał im włosy, gdy tonęli w gorącym pocałunku, a ręce
błądziły, poznając ciało przeciwnej osoby. W końcu Xavier odsunął się lekko.
Revens otworzyła oczy i lekko się zawstydziła.
- Mała Mi dobrze całuje, no proszę – zaśmiał się.
- Och, przymknij się! – zawtórowała mu śmiechem i potargała
mu włosy.
- Wracamy? – zaproponował.
- Tak, mama mnie zabije za to spóźnienie. – Schowała twarz w
dłonie. – Pewnie wyglądam jak zmora.
- Przesadzasz – odpowiedział.
- To zostaje między nami? – spytała, patrząc na niego.
- Są jeszcze gwiazdy, ale myślę, ze nikomu nie powiedzą –
uśmiechnął się.
- Tak poza tym, masz piękny głos – przyznała.
- Chodźmy już, bo zaczynasz majaczyć – prychnął, okrywając
ją swoją bluzą.
~*~
Nazajutrz w dobrym nastroju spędzała czas z Amy w parku.
Sobotnie popołudnie rozkosznie częstowało ich ciepłym słońcem.
- Wczoraj myślałam, że zginiesz, całe szczęście, że chłopaki
w porę Cię wyciągnęli – powiedziała Amy.
- Tak, miałam szczęście – odparła, karmiąc Avisa
ciasteczkami.
- Xavier odwiózł Cię spokojnie do domu? – spytała blondynka,
podkurczając nogi pod siebie, siedząc na ławeczce.
- Można tak powiedzieć – Michael uśmiechnęła się tajemniczo.
- Całowaliście się? – spytała.
- Co?! Co…eee…nieeee – zaprzeczała Revens.
- Nie oszukasz mnie – odparła, kłując koleżankę w boczki.
- Przestań, no dobra, pocałował mnie, wielkie halo –
zaśmiała się. – Tylko błagam, nikomu nie mów – zapiszczała.
- Oczywiście – przytaknęła. – Od razu wiedziałam, że w końcu
do tego dojdzie, tym razem chce być pierwszy…
- Co? – spytała zaciekawiona Remi.
- Oj, niepotrzebnie gadałam…
- Zaraz mi wszystko wyjaśnisz – mruknęła Revens i podbiegła
do Kevina, który szedł nieopodal, ze słuchawkami w uszach.
- Cześć – powiedziała wesoło, podbiegając do brązowowłosego.
- O, to Ty – mruknął. – Cześć.
- Chciałam Ci podziękować za uratowanie życia, wczoraj – oznajmiła
cicho.
- Nie zrobiłbym tego, gdybym wiedział, że zachowasz się tak
głupio i dasz się nabrać na gry Xaviera – powiedział oschle.
- Słucham?
- Przejrzyj na oczy, Revens, zanim będzie za późno. – Ominął ją i
odszedł.
Wreszcie scena romantyczna xD Zagadki, zagadki, ale niedługo to wszystko się rozwikła :)
Liczę na bogate komentarze <3 :D Kocham i pozdrawiam. A.M.Black

Oooo, jak słodko opisałaś tę scenę na widoku :D heheh lepiej się chyba nie dało! Czekałam na to, aż wreszcie coś będzie pomiędzy dziewczyną a X. :D I się doczekałam. Fajnie, że informujesz o kolejnych rozdziałach :) A co do notki - jest super. Jestem ciekawa co będzie dalej. Myślę że K. wie o pocałunku M i X. i dlatego jest obrażony :D hahahah świetnie. Pozdrawiam cieplutko - postrach krów w betoniarce :******
OdpowiedzUsuńDziękuję za cudeńko, w postaci komentarza <3 Kocham i pozdrawiam :D
UsuńSwietne, świetne i jeszcze raz świetne. To miejsce na widoku i ten pocalunek ahh jak słodko! Powodzenia w szkole i weny życzę :*/Ka Sia
OdpowiedzUsuńDziękuję za życzonka <3
UsuńWiedziałam że ktoś ją uratuje! !
OdpowiedzUsuńAww ten pocałunek <3 taki piękny:3
Poplątałaś mi myśli, kim ona jest (chyba wiem), czemu ma uważać na Xaviera? i czemu chciał być pierwszy i do czego dążył ten pocałunek?!
Mam nadzieje że w nast. rozdziale czegoś się dowiem ;)
Powodzenia w szkole i pisaniu :*
Dziękuję kochana :D
UsuńJezuu !! KOOCHAM <33 ;D Opowiadanie wyszło świetnie przynajmniej jak dla mnie ;) Jestem ciekawa co będzie dalej . Może jeden z nich jest upadłym aniołem a drugi tym dobrym ? ;D Po prostu jestem oczarowana tym jakże ekscytującym opowiadaniem :) Z niecierpliwością czekam na kolejne i duużo weny życzę ;D :3 <3 /Natalia <3
OdpowiedzUsuńDziękuję i pozdrawiam ;*
UsuńKiedy next ? Nie moge sie już doczekać <3
OdpowiedzUsuńKochana, dodawaj coś bo usycham! Czekam, czekam i doczekać się nie mogę :D hehehe codziennie wpadam sprawdzić czy jest coś nowego. :D Postrach krów w betoniarce.
OdpowiedzUsuń7 październik a ja nadal codziennie tutaj wchodzę hahah :D Pozdrawiam. Postrach krów w betoniarce xD
OdpowiedzUsuń