piątek, 15 sierpnia 2014

#4 Teatr, musztra i denerwujący Xavier.

Spojrzała za okno, a na jej twarzy wymalowała się czysta satysfakcja. Wiatr i ciemno-szare chmury nawiedziły Venus Cove. Michael nigdy nie lubiła lata, ani upałów, za to wprost uwielbiała jesienną pogodę taką,  jaka była wtedy. Schowała swój brak krągłości pod dużą bluzą, na chude nogi założyła jasne jeansy, włosy lekko natapirowała, aby nie były klapnięte. Po pewnym czasie, stwierdziła, że wiatr i tak potarga je na wszystkie możliwe strony, toteż postanowiła chodź w małym stopniu uratować je czapką z daszkiem, którą założyła odwrotnie. Zrobiła delikatny makijaż i zeszła na dół zjeść śniadanie. W kuchni przywitał ją zapach tostów.
- Cześć mamo. – powiedziała, przytulając ją od tyłu.
- Dzień dobry, skarbie. – Uśmiechnęła się i gestem ręki zaprosiła ją do stołu. – Jedz, póki gorące.
Siadła, nawet nie wiadomo kiedy, wciągnęła dwa tosty, które popiła gorącą herbatą. Pożegnała się z mamą, wzięła torbę i wyszła na zewnątrz. Jej płuca zapełniło zimne powietrze, powodując dreszcz na całym ciele. Sprawdziła godzinę na telefonie i ruszyła w drogę szybkim krokiem.
~*~

Świetlica miała odbyć się w Sali numer 19. Była to najmniejsza klasa w szkole, przeznaczona raczej do dodatkowych zajęć, z mniejszą grupą. Revens zajęła przedostatnią ławkę w rzędzie obok okien. Trwała jeszcze przerwa, toteż pozwoliła sobie wyciągnąć słuchawki i ponieść się ładnej melodii.
Do rzeczywistości przywołała ją ręka, a dokładnie czyjaś ręka. Pośpiesznie zerwała słuchawki i spojrzała z pytającą minę na pewną blondynkę, która ją zaczepiła. Była naprawdę piękna. Gęste, blond, falowane włosy, które lekko okalały jej twarz, duże i pełne usta, szafirowe oczy…
- Cześć, mogę się dosiąść, wszędzie zajęte…
Faktycznie ludzie zebrali się w klasie, niektórzy siedzieli na parapetach, naprawdę nie było miejsca.
- Oczywiście. – Michael uśmiechnęła się do dziewczyny, kończąc tym samym podziwianie jej urody.
- Chodzimy razem do klasy – oznajmiła przybyszka, częstując Mi pięknym, białym uśmiechem.
- Tak? Nie zauważyłam Cię wczoraj – przyznała Revens, zaciekawiona.
- Nie byłam na rozpoczęciu – wyjaśniła.
- Jestem Michael Revens, ale możesz mi mówić Remi, jeśli chcesz, tak jest prościej. – Uśmiechnęła się, ale jej suszenie zębów niczym nie przypominało pięknego gestu koleżanki.
- Amy Vinbrook – odpowiedziała wesoło. – Jesteś nowa w Venus Cove? – zapytała, choć raczej brzmiało to jak stwierdzenie.
- Tak, niedawno się wprowadziliśmy, zdążyłam poznać sąsiadów, Ciebie i…- Ruchem głowy wskazała Xaviera, który siedział na ławce, otoczony grupą chłopaków, robiąc przy tym kwaśną minę.
Amy uśmiechnęła się znacząco, co mogło sugerować, że zna gościa bardzo dobrze.
- Xavier. Znam go dość dobrze. Człowiek-enigma, rzadko można odgadnąć jakie ma intencje.
Michael nie zdążyła się nic dopytać, bo do Sali wpadła nauczycielka. Starsza, gruba kobieta o „kocich” okularach, rozejrzała się po klasie, patrząc na młodzież jak na bandę idiotów, z którą musi spędzić całe 45 minut.
- Dzień dobry – powiedziała burkliwym tonem, na co garstka osób odpowiedziała. – Dziś pierwszaki muszą wybrać zajęcia dodatkowe, bo nie zamierzam siedzieć z wami bezczynnie całe 45 minut – wzrokiem zaczęła szukać ofiary. – Rozdaj – warknęła na Lockwooda, który siedział z założonym kapturem, odcięty tym samym od otoczenia, jednak usłyszał, brzmiąco dość męsko, głos pani.
Chłopak wziął stek ankiet i wręczył każdemu po jednym, a gdy podszedł do ławki Amy i Remi uśmiechnął się półgębkiem, zapewne przypominając sobie wczorajszą sytuacje. Revens odbiła piłeczkę spojrzeniem, pełnym pogardy i złości.
Dziewczyny zaczęły wypełniać ankietę.
- Co wybierasz? – spytała Amy.
- Chyba teatr i film.
- Też tak myślałam…
- To idziemy razem? – Revens miała nadzieję, że uda jej się zdobyć, choć jedną koleżankę, a Amy była naprawdę miła.
- Słyszałam, że babka, która to prowadzi jest nieźle szurnięta, ale razem będzie raźniej – stwierdziła i obie postawiły przy tym krzyżyk.
Xavier również został poproszony o zebranie papierów, ale robił to z wielką łaską. Michael od razu przeczuwała, że się nie polubią, ale miała cichą nadzieję, że może pozostaną sobie obojętni, jednak gdy prawie urwał jej rękę, zabierając gwałtownym ruchem ankietę, doskonale wiedziała, że na zwykłe ignorowanie nie ma co liczyć. Koleś na pewno coś do niej miał. Zmarszczyła groźnie swoje gęste brwi i zapytała sąsiadki:
- On tak zawsze?!
- Albo Cię nienawidzi, albo się mu podobasz. – mruknęła Amy, wyraźnie pochłonięta pisaniem sms-a pod ławką.
- Raczej to drugie – dopowiedziała sobie w myślach.
Matematyka zeszła im praktycznie szybko, nic nie robili, poza zapoznawaniem się z regulaminem. Michael rozmawiała cały czas z Amy, oswoiła się i nie była tak nieśmiała jak wcześniej.
Najgorzej było z angielskim, 50-letnia babka szybko zapoznała klasę z zasadami oceniania, a w połowie lekcji zaczęli normalne zajęcia, od interpretacji tekstu o tolerancji. Dwie godziny męczarni przerwał zbawczy dzwonek.
~*~
Przebierały się na W-F. W tym czasie Michael i Amy zdążyły się poznać z niektórymi dziewczynami z klasy. W sumie nie było ich wiele, bo tylko siedem, a chłopaków aż dziesięciu. Revens poznała bliżej Elizabeth, piękną brunetkę o czekoladowych oczach. Wszyscy dla niej byli piękni, oprócz niej samej, zawsze patrzyła na siebie krytycznym wzrokiem.
Na wychowaniu fizycznym Michael czuła się jak podczas musztry. Półgodzinna rozgrzewka zmęczyła ją tak bardzo, że nie miała siły podejść na boisko, gdy nauczyciel zarządził mecz w siatkówkę. Sala była ogromna, mieściła się na tyłach szkoły i była świetnie wyposażona.
- Jak już wiecie, gdy klasa ma dwa WF-y pod rząd, nie macie przerwy. – Na tą wiadomość wszyscy jęknęli błagalnie. Byli zmęczeni, wymordowani i pozbawieni przerwy. Nie mogło być lepiej. – Zaczynamy grę w siatkę. Jest was siedemnastu, podzielimy was na 3 zespoły. Dwie drużyny po 6, a jedna będzie wybierała sobie zawodnika do gry.
Pan Woods mówił do nich oficjalnym tonem. Revens usłyszała dudnienie deszczu o szyby, zawsze fascynował ją ten dźwięk.
- Kapitanami będą chłopacy, bo z reguły grają lepiej od pań. – Na słowa nauczyciela Amy prychnęła.
- Jeszcze zobaczymy – burknęła.
Michael nie została wybrana do drużyny Loockwooda, za co z całego serca dziękowała pewnemu blondynowi, którego imienia nie zapamiętała, a który wybrał ją. Była zadowolona, mimo, że miał do wyboru ją, albo dość grubą Midney.
Drużyna, w której znajdowała się Amy i Loockwood była najlepsza, przegrała tylko raz, przez Bethany, która za każdym razem uciekała przed piłką. Revens szło bardzo dobrze, mimo patyczkowatej budowy ciała odbijała piłkę, jednak częściej podawała, bo przerzucać było jej ciężko, nie miała zbytnio siły. Była zwinna i szybka, toteż często ratowała grę, wybiegając poza pole i ratując piłkę. Sala wyłożona była gumową wykładziną, dlatego „rzucanie się” nie sprawiało dużego problemu i nie było bolesne.
Godzina wychowawcza była zbawieniem, pani Lynevien pozwoliła im odpocząć po wykańczającym wysiłku. Nie robili nic szczególnego, wybierali samorząd. Michael nigdy do tego nie ciągnęło, toteż siedziała cicho, za to Amy chętnie podjęła się posady przewodniczącej. W oczach Mi była idealna, wprost stworzona na przywódczynię.
- Remi, może pójdziemy jutro po lekcjach na kręgle? – spytała Amy, gdy wychodziły z Sali, aby udać się do szatni.
- Mała Mi nie udźwignie 7-kilowej kuli – wtrącił się Xavier, pojawiając się jakby znikąd, klepiąc Amy po plecach.
- Możesz przestać się tak do mnie zwracać?! – oburzyła się Revens, marszcząc brwi i zatrzymując się gwałtownie.
- Nie. – Zaśmiał się tylko i zobaczyła tylko jak znika, zjeżdżając po poręczy schodów z kolegami, którzy chichotali pod nosem.
- Czy on zawsze jest taki denerwujący? – spytała Michael, zabierając kurtkę z wieszaka.
- Niestety to Lockwood, oni mają to we krwi – westchnęła Amy. – To jak z tymi kręglami?
- Z chęcią pójdę – uśmiechnęła się.
Pożegnała się z Amy i ruszyła w drogę do domu.

Szła samotnie uliczką, aż nagle zaczepił ją, znajomo wyglądający, chłopak.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej aniołki :) Jest już 4 post :) Pragnę przeprosić za tą przerwę,a le nie miałam dostępu do mojego laptopa :C
Liczę na wasze komentarze :) Krytyka mile widziana, zwłaszcza, że popełniam masę błędów xD
Dziękuję Szalikowi za to, że czyta ten badziew (według mnie). :D Kocham Cię <3

Zapraszam do zakładki BOHATERZY, tam pojawi się wygląd Amy ^^

+ dodałam muzykę na bloga, jeśli macie ochotę to włączcie, jest u góry strony :3

niedziela, 10 sierpnia 2014

#3 Zmęczona.

Bez zbędnych początków…
TEN DZIEŃ BYŁ KATASTROFĄ.
Kupę i telefon jeszcze bym przeżyła, ale to ostatnie? Czy ja naprawdę nie myślę?! Faktycznie, szedł za mną przez 15 minut, co było bardzo podejrzane, tylko dlaczego zatrzymałam się akurat w tym miejscu…
Michael Revens przegrała życie wraz z narodzinami i prześladuję ją cholerny pech.
Tak powinien zaczynać się ten pamiętnik.
Michael…
Moja mama jest szwedką, ma przepiękne imię (Naomi). Pierwotnie miałam nazywać się Michaela, ale odjęła „a” dla jakiegoś popierdzielonego francuskiego akcentu!!! To „a” by mnie zbawiło, serio…
Dobra, narzekań na moje imię jeszcze się nasłuchacie, powrócimy do spraw szkolnych…
Klasa wydaję się być w miarę normalna…
Nie poznałam nikogo, bo moja aspołeczność wczoraj osiągnęła wyższy level.
Nie poznałam nikogo, oprócz Xaviera jakiegoś tam…
Idiota.
Kretyn.
Bardzo dużo epitetów mogłabym jeszcze wymyślać, ale szkoda mi długopisu.
„Mała Mi” ?!
165 to wcale nie mało!
Dobra, przestańmy o tym myśleć. Dla odprężenia wejdźmy na facebook’a!
Trzy zaproszenia do znajomych. Ciekawe jak mnie znaleźli :D Raczej po nazwisku, a  imię na pewno ich rozbawiło, jak wszystkich -,-‘’
Zobaczmy, kto to.
Bethany Smith. Pamiętam ją… To ta z burzą czarnych loków. Dalej. Elizabeth Mikaelson. Ciemnoskóra dziewczyna o przyjaznej twarzy i ładnym uśmiechu. Przyjmuję wszystkich, co mi tam. Ostatnią osobą jest jakiś David November. Bez profilowego. Zaryzykuję.
Dobra, kończę już. Zobaczymy, co przyniesie jutrzejszy dzień. Zostawiam was z rozpiską zajęć jakie mam jutro i tradycyjnie zdjęciem.  :)




 WTOREK
Śiwtlica/zajęcia dodatkowe
Matematyka
J.angielski
J.angielski
W-F
W-F
Godz. wych.


(te frytki były serio dobre :3 + nie, nie noszę już okularów.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej Aniołki! :) Jest już karta z pamiętnika :) Dalsza część opowiadania powinna pojawić się jutro po południu :) Liczę na komentarze :D
papa ;*

piątek, 8 sierpnia 2014

#2 Kupa, złośliwy telefon i turkusowy anioł.

Wrzesień rozpoczął się nieciekawą pogodą. Wychodząc z domu poczuła chłodny powiew na policzkach. Pierwszy krok za furtkę był dla niej najtrudniejszy zważając, że kilka metrów wcześniej weszła w psią kupę.
- Zapowiada się bajeczny dzień. – powiedziała sarkastycznie sama do siebie, wycierając ohydztwo o krawężnik.  
Nie wspominała wam, że uwielbia mówić do siebie samej? Szkoda, to naprawdę wartościowe monologi.
Venus Cove to naprawdę senne miasteczko. Kilkakrotnie rozglądała się w poszukiwaniu żywej duszy, ale najwidoczniej wszyscy wymarli. Do szkoły miała trzydzieści minut spacerem. Mama pocieszała ją, że na pewno wiele „dzieciaków” też nie będzie znało nikogo, ale do cholery to małe miasteczko, w którym jest jedyna szkoła średnia. OCZYWISTE, ŻE WSZYSCY SIĘ ZNAJĄ!
Westchnęła. Nigdy nie chciała wyjeżdżać. Zmuszono ją. Włożyła słuchawki w uszy i włączyła playlistę. Urządzenie losowo wybrało przybijającą piosenkę, idealną na tę okazję. Michael uwielbiała tę melodię. Idealnie wkomponowała się w jej marsz żałobny.

Now he's gone, I don't know why
Until this day sometimes I cry
He didn't even say goodbye
He didn't take the time to lie
Bang Bang




Ujrzała budynek placówki wraz z ostatnim “Bang Bang”. Przejrzała się w ekranie telefonu, stwierdziła to samo, co zwykle i pchnęła olbrzymie, częściowo przeszklone, drzwi. Korytarz był obszerny, zapełniony ludźmi, którzy ścisnęli się w okrojone grupki. Śmiali się, rozmawiali, po prostu się znali. Michael czuła się jak intruz, który chce się wcisnąć w środowisko.
- Tworzą własną watahę, nie powinno mnie tu być…- pomyślała i z tą smutną myślą udała się do szatni.
Szybko odszukała wzrokiem boksu „1 C” i zostawiła kurtkę na wolnym wieszaku. Wszyscy podążali w jedno miejsce – sala gimnastyczna. To tam miał odbyć się „wiec”. Zajęła grzecznie krzesełko z tyłu. Obok niej siadła dziewczyna, najwidoczniej ze starszych klas.
Zaczęło się. Weszło grono pedagogiczne, nauczyciele, a na czele dyrektorka. Była to pulchna kobieta, o przyjemnej twarzy i czarnych lokach. Przewodnicząca szkoły nakazała wprowadzić sztandar i potem zaczęło się paplanie. Michael myślała, że zaśnie, aż stała się najgorsza rzecz, jaka mogła się stać. Jak można było się spodziewać nasza „inteligentna” Michael nie wyciszyła telefonu.  Akurat była cisza jak makiem zasiał, a tą ciszę przerwał dźwięk głośnego pierdu (tak, pierdu, bąka czy jak to tam nazwiecie). Otóż już wyjaśniamy. Mich jest posiadaczką młodszej siostry, która wprost uwielbia psocić, między innymi zmieniając dzwonki wiadomości, połączeń i budzika. Dziewczyna chciała w tym momencie przestać istnieć, zapaść się pod ziemię, albo zginąć na miejscu.
- Levin powstrzymałbyś się! – zawołał jakiś chłopak z przodu.
- To nie ja! – oburzył się drugi chłopak, siedzący niedaleko Michael.
Jedynie dziewczyna, siedząca obok Revens uśmiechnęła się i puściła do niej oczko na znak, że zafundowała rozrywkę na początkowej ceremonii. Dużo osób zaczęło się śmiać w sali. Dyrektorka jednak opanowała sytuację i można było dalej prowadzić apel.
Po wszystkim rozeszli się do swoich klas.
Michael usiadła jak zwykle z tyłu. Patrzyła na osoby, które wchodziły do pomieszczenia i obserwowała, z kim będzie w klasie. Blondynka, wysoki rudzielec, gruba dziewczyna…Wszyscy mówili sobie „cześć”.
- Jestem świeżym mięsem. – stwierdziła w myślach.
Wszyscy wydawali się mili i sympatyczni, dopóki nie ujrzała jego…
Wszedł niczym posłaniec śmierci. Czarne włosy opadały mu na twarz, tworząc spektakularny efekt „lwiej grzywy”. Pełne usta, na których gościł kolczyk i sarkastyczny uśmieszek zaciekawiły dziewczynę. Patrzyła się dopóki jego turkusowe oczy nie spoczęły na niej. Odwróciła wzrok, udając że jest zainteresowana czymś za oknem.
- Witam, witam. – usłyszała piskliwy głos. To jej wychowawczyni. Wysoka, szczupła kobieta, na oko 40 lat, z krótko obciętymi włosami.
- Wydaje się nie groźna. – skomentowała w swojej głowie.
- Kochani, najpierw się przedstawimy…
Wszyscy zaczęli się przedstawiać. Fart chciał, Wychodziło na to, że Michael będzie ostatnia. Zaciekawiona spojrzała na „czarnego anioła śmierci”, gdy przyszła jego kolej. Siedział obok jakiegoś szatyna zadowolony z niewiadomo czego.
- Xavier Lockwood.
- Uczyłam Twojego brata, mam nadzieję, że nie pójdziesz w jego ślady, chociaż po wyglądzie…
Przyszła jej kolej. Wzięła głęboki oddech.
- Nazywam się Michael Revens. – oznajmiła dość cichym tonem.
- Jadłaś śniadanie? – spytała wychowawczyni, na co tylko wymusiła uśmiech. – Nie jesteś stąd? – Padło pytanie, a raczej stwierdzenie źle zintonowane.
- Nie. Moja rodzina niedawno się przeprowadziła.
Czuła na sobie wzrok owego chłopaka. Spojrzała w jego stronę, nawet nie raczył odwrócić tych gał.
- Co za chamstwo…- pomyślała.
Nauczycielka rozdała im plany lekcji i puściła wolno do domu.
Michael ubrała kurtkę i poszła jak najszybciej w stronę domu. Po pięciu minutach zorientowała się, że ów turkusowooki podąża za nią. Skręciła w wąską uliczkę, gdzie było mało domów, a on jak na złość szedł za nią. Poirytowana po 10 minutach wędrówki zatrzymała się pod wpływem emocji. Chłopak podszedł w jej stronę jakby nigdy nic. Zatrzymał się jednak przed nią i bez słowa gapił się.
- Przepraszam, masz jakiś problem człowieku?! – zapytała głośnym tonem.
- Mam taki problem, że tu mieszkam mała Mi, czy jak ci tam…- Zgrabnie ją ominął i otworzył furtkę, która znajdowała się centralnie za dziewczyną.
Michael stała jak wryta z wytrzeszczem na oczach. Znów chciała przestać istnieć. Zdążyła tylko zobaczyć jak znika za drzwiami swojego domu, po tym już mogła swobodnie wymyślać jak umrzeć.
- Jestem idiotką. – powiedziała głośno do siebie i ruszyła szybkim krokiem do domu, pragnąc aby ten dzień się skończył.
„Zbieg” okoliczności chciał, aby miała dzisiaj multum przypałowych sytuacji. Z pewnością zaliczyła te 24 godziny do najgorszych w życiu, a Xaviera Lockwooda do najgorszych ludzi. Co to miało znaczyć „Mała Mi”. To, że ma 165 wzrostu nie znaczy, że można się z tego tak bezczelnie naśmiewać.
- Idiota…- mruknęła zdejmując buty w domu.

Pobiegła na górę i postanowiła wyżyć swój gniew w pamiętniku.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć Aniołki! :3 Tutaj A.M.Black. Mamy już 2 post! :D Chciałabym prosić o opinię w formie komentarza, która bardzo, bardzo mnie zmotywuje do następnych notek :3 Jeśli nie masz konta google to nic! Istnieje opcja anonimowego komentarza :3 
Michael ma trudne życie :D Ehh...mam nadzieję, że pokochacie tę postać tak jak ja i zostaniecie z nią na dłużej, śledząc jej losy. 
Pozdrowienia misie ;*