Wrzesień rozpoczął się nieciekawą pogodą. Wychodząc z domu
poczuła chłodny powiew na policzkach. Pierwszy krok za furtkę był dla niej
najtrudniejszy zważając, że kilka metrów wcześniej weszła w psią kupę.
- Zapowiada się bajeczny dzień. – powiedziała sarkastycznie
sama do siebie, wycierając ohydztwo o krawężnik.
Nie wspominała wam, że uwielbia mówić do siebie samej?
Szkoda, to naprawdę wartościowe monologi.
Venus Cove to naprawdę senne miasteczko. Kilkakrotnie
rozglądała się w poszukiwaniu żywej duszy, ale najwidoczniej wszyscy wymarli.
Do szkoły miała trzydzieści minut spacerem. Mama pocieszała ją, że na pewno wiele
„dzieciaków” też nie będzie znało nikogo, ale do cholery to małe miasteczko, w
którym jest jedyna szkoła średnia. OCZYWISTE, ŻE WSZYSCY SIĘ ZNAJĄ!
Westchnęła. Nigdy nie chciała wyjeżdżać. Zmuszono ją.
Włożyła słuchawki w uszy i włączyła playlistę. Urządzenie losowo wybrało
przybijającą piosenkę, idealną na tę okazję. Michael uwielbiała tę melodię.
Idealnie wkomponowała się w jej marsz żałobny.
Now he's gone, I don't know why
Until this day sometimes I cry
He didn't even say goodbye
He didn't take the time to lie
Bang Bang
Ujrzała budynek placówki wraz z ostatnim “Bang Bang”. Przejrzała
się w ekranie telefonu, stwierdziła to samo, co zwykle i pchnęła olbrzymie,
częściowo przeszklone, drzwi. Korytarz był obszerny, zapełniony ludźmi, którzy ścisnęli
się w okrojone grupki. Śmiali się, rozmawiali, po prostu się znali. Michael
czuła się jak intruz, który chce się wcisnąć w środowisko.
- Tworzą własną watahę, nie powinno mnie tu być…- pomyślała
i z tą smutną myślą udała się do szatni.
Szybko odszukała wzrokiem boksu „1 C” i zostawiła kurtkę na
wolnym wieszaku. Wszyscy podążali w jedno miejsce – sala gimnastyczna. To tam
miał odbyć się „wiec”. Zajęła grzecznie krzesełko z tyłu. Obok niej siadła
dziewczyna, najwidoczniej ze starszych klas.
Zaczęło się. Weszło grono pedagogiczne, nauczyciele, a na
czele dyrektorka. Była to pulchna kobieta, o przyjemnej twarzy i czarnych
lokach. Przewodnicząca szkoły nakazała wprowadzić sztandar i potem zaczęło się
paplanie. Michael myślała, że zaśnie, aż stała się najgorsza rzecz, jaka mogła
się stać. Jak można było się spodziewać nasza „inteligentna” Michael nie
wyciszyła telefonu. Akurat była cisza
jak makiem zasiał, a tą ciszę przerwał dźwięk głośnego pierdu (tak, pierdu,
bąka czy jak to tam nazwiecie). Otóż już wyjaśniamy. Mich jest posiadaczką młodszej
siostry, która wprost uwielbia psocić, między innymi zmieniając dzwonki
wiadomości, połączeń i budzika. Dziewczyna chciała w tym momencie przestać
istnieć, zapaść się pod ziemię, albo zginąć na miejscu.
- Levin powstrzymałbyś się! – zawołał jakiś chłopak z
przodu.
- To nie ja! – oburzył się drugi chłopak, siedzący niedaleko
Michael.
Jedynie dziewczyna, siedząca obok Revens uśmiechnęła się i
puściła do niej oczko na znak, że zafundowała rozrywkę na początkowej ceremonii.
Dużo osób zaczęło się śmiać w sali. Dyrektorka jednak opanowała sytuację i
można było dalej prowadzić apel.
Po wszystkim rozeszli się do swoich klas.
Michael usiadła jak zwykle z tyłu. Patrzyła na osoby, które
wchodziły do pomieszczenia i obserwowała, z kim będzie w klasie. Blondynka,
wysoki rudzielec, gruba dziewczyna…Wszyscy mówili sobie „cześć”.
- Jestem świeżym mięsem. – stwierdziła w myślach.
Wszyscy wydawali się mili i sympatyczni, dopóki nie ujrzała
jego…
Wszedł niczym posłaniec śmierci. Czarne włosy opadały mu na
twarz, tworząc spektakularny efekt „lwiej grzywy”. Pełne usta, na których
gościł kolczyk i sarkastyczny uśmieszek zaciekawiły dziewczynę. Patrzyła się
dopóki jego turkusowe oczy nie spoczęły na niej. Odwróciła wzrok, udając że jest
zainteresowana czymś za oknem.
- Witam, witam. – usłyszała piskliwy głos. To jej
wychowawczyni. Wysoka, szczupła kobieta, na oko 40 lat, z krótko obciętymi
włosami.
- Wydaje się nie groźna. – skomentowała w swojej głowie.
- Kochani, najpierw się przedstawimy…
Wszyscy zaczęli się przedstawiać. Fart chciał, Wychodziło na
to, że Michael będzie ostatnia. Zaciekawiona spojrzała na „czarnego anioła śmierci”,
gdy przyszła jego kolej. Siedział obok jakiegoś szatyna zadowolony z niewiadomo
czego.
- Xavier Lockwood.
- Uczyłam Twojego brata, mam nadzieję, że nie pójdziesz w
jego ślady, chociaż po wyglądzie…
Przyszła jej kolej. Wzięła głęboki oddech.
- Nazywam się Michael Revens. – oznajmiła dość cichym tonem.
- Jadłaś śniadanie? – spytała wychowawczyni, na co tylko wymusiła
uśmiech. – Nie jesteś stąd? – Padło pytanie, a raczej stwierdzenie źle
zintonowane.
- Nie. Moja rodzina niedawno się przeprowadziła.
Czuła na sobie wzrok owego chłopaka. Spojrzała w jego
stronę, nawet nie raczył odwrócić tych gał.
- Co za chamstwo…- pomyślała.
Nauczycielka rozdała im plany lekcji i puściła wolno do
domu.
Michael ubrała kurtkę i poszła jak najszybciej w stronę
domu. Po pięciu minutach zorientowała się, że ów turkusowooki podąża za nią.
Skręciła w wąską uliczkę, gdzie było mało domów, a on jak na złość szedł za
nią. Poirytowana po 10 minutach wędrówki zatrzymała się pod wpływem emocji.
Chłopak podszedł w jej stronę jakby nigdy nic. Zatrzymał się jednak przed nią i
bez słowa gapił się.
- Przepraszam, masz jakiś problem człowieku?! – zapytała głośnym
tonem.
- Mam taki problem, że tu mieszkam mała Mi, czy jak ci tam…-
Zgrabnie ją ominął i otworzył furtkę, która znajdowała się centralnie za
dziewczyną.
Michael stała jak wryta z wytrzeszczem na oczach. Znów
chciała przestać istnieć. Zdążyła tylko zobaczyć jak znika za drzwiami swojego
domu, po tym już mogła swobodnie wymyślać jak umrzeć.
- Jestem idiotką. – powiedziała głośno do siebie i ruszyła
szybkim krokiem do domu, pragnąc aby ten dzień się skończył.
„Zbieg” okoliczności chciał, aby miała dzisiaj multum
przypałowych sytuacji. Z pewnością zaliczyła te 24 godziny do najgorszych w
życiu, a Xaviera Lockwooda do najgorszych ludzi. Co to miało znaczyć „Mała Mi”.
To, że ma 165 wzrostu nie znaczy, że można się z tego tak bezczelnie naśmiewać.
- Idiota…- mruknęła zdejmując buty w domu.
Pobiegła na górę i postanowiła wyżyć swój gniew w pamiętniku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć Aniołki! :3 Tutaj A.M.Black. Mamy już 2 post! :D Chciałabym prosić o opinię w formie komentarza, która bardzo, bardzo mnie zmotywuje do następnych notek :3 Jeśli nie masz konta google to nic! Istnieje opcja anonimowego komentarza :3
Michael ma trudne życie :D Ehh...mam nadzieję, że pokochacie tę postać tak jak ja i zostaniecie z nią na dłużej, śledząc jej losy.
Pozdrowienia misie ;*
Padłam po przeczytaniu. :D Zapowiada się suuuuper. :D Dodaję do ulubionych. Pisz często! Czekam z niecierpliwością! Mój nick na MSS: Postrach krów w betoniarce. :)
OdpowiedzUsuńDziękuję kochana za komentarz i motywację <3
Usuń