Spojrzała za okno, a na jej twarzy wymalowała się czysta
satysfakcja. Wiatr i ciemno-szare chmury nawiedziły Venus Cove. Michael nigdy
nie lubiła lata, ani upałów, za to wprost uwielbiała jesienną pogodę taką, jaka była wtedy. Schowała swój brak krągłości
pod dużą bluzą, na chude nogi założyła jasne jeansy, włosy lekko natapirowała,
aby nie były klapnięte. Po pewnym czasie, stwierdziła, że wiatr i tak potarga
je na wszystkie możliwe strony, toteż postanowiła chodź w małym stopniu uratować
je czapką z daszkiem, którą założyła odwrotnie. Zrobiła delikatny makijaż i
zeszła na dół zjeść śniadanie. W kuchni przywitał ją zapach tostów.
- Cześć mamo. – powiedziała, przytulając ją od tyłu.
- Dzień dobry, skarbie. – Uśmiechnęła się i gestem ręki
zaprosiła ją do stołu. – Jedz, póki gorące.
Siadła, nawet nie wiadomo kiedy, wciągnęła dwa tosty, które
popiła gorącą herbatą. Pożegnała się z mamą, wzięła torbę i wyszła na zewnątrz.
Jej płuca zapełniło zimne powietrze, powodując dreszcz na całym ciele.
Sprawdziła godzinę na telefonie i ruszyła w drogę szybkim krokiem.
~*~
Świetlica miała odbyć się w Sali numer 19. Była to
najmniejsza klasa w szkole, przeznaczona raczej do dodatkowych zajęć, z
mniejszą grupą. Revens zajęła przedostatnią ławkę w rzędzie obok okien. Trwała
jeszcze przerwa, toteż pozwoliła sobie wyciągnąć słuchawki i ponieść się ładnej
melodii.
Do rzeczywistości przywołała ją ręka, a dokładnie czyjaś
ręka. Pośpiesznie zerwała słuchawki i spojrzała z pytającą minę na pewną
blondynkę, która ją zaczepiła. Była naprawdę piękna. Gęste, blond, falowane
włosy, które lekko okalały jej twarz, duże i pełne usta, szafirowe oczy…
- Cześć, mogę się dosiąść, wszędzie zajęte…
Faktycznie ludzie zebrali się w klasie, niektórzy siedzieli
na parapetach, naprawdę nie było miejsca.
- Oczywiście. – Michael uśmiechnęła się do dziewczyny,
kończąc tym samym podziwianie jej urody.
- Chodzimy razem do klasy – oznajmiła przybyszka, częstując
Mi pięknym, białym uśmiechem.
- Tak? Nie zauważyłam Cię wczoraj – przyznała Revens,
zaciekawiona.
- Nie byłam na rozpoczęciu – wyjaśniła.
- Jestem Michael Revens, ale możesz mi mówić Remi, jeśli
chcesz, tak jest prościej. – Uśmiechnęła się, ale jej suszenie zębów niczym nie
przypominało pięknego gestu koleżanki.
- Amy Vinbrook – odpowiedziała wesoło. – Jesteś nowa w Venus
Cove? – zapytała, choć raczej brzmiało to jak stwierdzenie.
- Tak, niedawno się wprowadziliśmy, zdążyłam poznać sąsiadów,
Ciebie i…- Ruchem głowy wskazała Xaviera, który siedział na ławce, otoczony
grupą chłopaków, robiąc przy tym kwaśną minę.
Amy uśmiechnęła się znacząco, co mogło sugerować, że zna
gościa bardzo dobrze.
- Xavier. Znam go dość dobrze. Człowiek-enigma, rzadko można
odgadnąć jakie ma intencje.
Michael nie zdążyła się nic dopytać, bo do Sali wpadła
nauczycielka. Starsza, gruba kobieta o „kocich” okularach, rozejrzała się po
klasie, patrząc na młodzież jak na bandę idiotów, z którą musi spędzić całe 45
minut.
- Dzień dobry – powiedziała burkliwym tonem, na co garstka
osób odpowiedziała. – Dziś pierwszaki muszą wybrać zajęcia dodatkowe, bo nie
zamierzam siedzieć z wami bezczynnie całe 45 minut – wzrokiem zaczęła szukać
ofiary. – Rozdaj – warknęła na Lockwooda, który siedział z założonym kapturem,
odcięty tym samym od otoczenia, jednak usłyszał, brzmiąco dość męsko, głos
pani.
Chłopak wziął stek ankiet i wręczył każdemu po jednym, a gdy
podszedł do ławki Amy i Remi uśmiechnął się półgębkiem, zapewne przypominając
sobie wczorajszą sytuacje. Revens odbiła piłeczkę spojrzeniem, pełnym pogardy i
złości.
Dziewczyny zaczęły wypełniać ankietę.
- Co wybierasz? – spytała Amy.
- Chyba teatr i film.
- Też tak myślałam…
- To idziemy razem? – Revens miała nadzieję, że uda jej się
zdobyć, choć jedną koleżankę, a Amy była naprawdę miła.
- Słyszałam, że babka, która to prowadzi jest nieźle
szurnięta, ale razem będzie raźniej – stwierdziła i obie postawiły przy tym
krzyżyk.
Xavier również został poproszony o zebranie papierów, ale
robił to z wielką łaską. Michael od razu przeczuwała, że się nie polubią, ale
miała cichą nadzieję, że może pozostaną sobie obojętni, jednak gdy prawie urwał
jej rękę, zabierając gwałtownym ruchem ankietę, doskonale wiedziała, że na
zwykłe ignorowanie nie ma co liczyć. Koleś na pewno coś do niej miał.
Zmarszczyła groźnie swoje gęste brwi i zapytała sąsiadki:
- On tak zawsze?!
- Albo Cię nienawidzi, albo się mu podobasz. – mruknęła Amy,
wyraźnie pochłonięta pisaniem sms-a pod ławką.
- Raczej to drugie – dopowiedziała sobie w myślach.
Matematyka zeszła im praktycznie szybko, nic nie robili,
poza zapoznawaniem się z regulaminem. Michael rozmawiała cały czas z Amy,
oswoiła się i nie była tak nieśmiała jak wcześniej.
Najgorzej było z angielskim, 50-letnia babka szybko
zapoznała klasę z zasadami oceniania, a w połowie lekcji zaczęli normalne
zajęcia, od interpretacji tekstu o tolerancji. Dwie godziny męczarni przerwał
zbawczy dzwonek.
~*~
Przebierały się na W-F. W tym czasie Michael i Amy zdążyły się
poznać z niektórymi dziewczynami z klasy. W sumie nie było ich wiele, bo tylko
siedem, a chłopaków aż dziesięciu. Revens poznała bliżej Elizabeth, piękną
brunetkę o czekoladowych oczach. Wszyscy dla niej byli piękni, oprócz niej
samej, zawsze patrzyła na siebie krytycznym wzrokiem.
Na wychowaniu fizycznym Michael czuła się jak podczas
musztry. Półgodzinna rozgrzewka zmęczyła ją tak bardzo, że nie miała siły
podejść na boisko, gdy nauczyciel zarządził mecz w siatkówkę. Sala była
ogromna, mieściła się na tyłach szkoły i była świetnie wyposażona.
- Jak już wiecie, gdy klasa ma dwa WF-y pod rząd, nie macie
przerwy. – Na tą wiadomość wszyscy jęknęli błagalnie. Byli zmęczeni,
wymordowani i pozbawieni przerwy. Nie mogło być lepiej. – Zaczynamy grę w
siatkę. Jest was siedemnastu, podzielimy was na 3 zespoły. Dwie drużyny po 6, a
jedna będzie wybierała sobie zawodnika do gry.
Pan Woods mówił do nich oficjalnym tonem. Revens usłyszała dudnienie
deszczu o szyby, zawsze fascynował ją ten dźwięk.
- Kapitanami będą chłopacy, bo z reguły grają lepiej od pań.
– Na słowa nauczyciela Amy prychnęła.
- Jeszcze zobaczymy – burknęła.
Michael nie została wybrana do drużyny Loockwooda, za co z
całego serca dziękowała pewnemu blondynowi, którego imienia nie zapamiętała, a
który wybrał ją. Była zadowolona, mimo, że miał do wyboru ją, albo dość grubą
Midney.
Drużyna, w której znajdowała się Amy i Loockwood była najlepsza,
przegrała tylko raz, przez Bethany, która za każdym razem uciekała przed piłką.
Revens szło bardzo dobrze, mimo patyczkowatej budowy ciała odbijała piłkę,
jednak częściej podawała, bo przerzucać było jej ciężko, nie miała zbytnio siły.
Była zwinna i szybka, toteż często ratowała grę, wybiegając poza pole i ratując
piłkę. Sala wyłożona była gumową wykładziną, dlatego „rzucanie się” nie
sprawiało dużego problemu i nie było bolesne.
Godzina wychowawcza była zbawieniem, pani Lynevien pozwoliła
im odpocząć po wykańczającym wysiłku. Nie robili nic szczególnego, wybierali
samorząd. Michael nigdy do tego nie ciągnęło, toteż siedziała cicho, za to Amy
chętnie podjęła się posady przewodniczącej. W oczach Mi była idealna, wprost
stworzona na przywódczynię.
- Remi, może pójdziemy jutro po lekcjach na kręgle? –
spytała Amy, gdy wychodziły z Sali, aby udać się do szatni.
- Mała Mi nie udźwignie 7-kilowej kuli – wtrącił się Xavier,
pojawiając się jakby znikąd, klepiąc Amy po plecach.
- Możesz przestać się tak do mnie zwracać?! – oburzyła się
Revens, marszcząc brwi i zatrzymując się gwałtownie.
- Nie. – Zaśmiał się tylko i zobaczyła tylko jak znika,
zjeżdżając po poręczy schodów z kolegami, którzy chichotali pod nosem.
- Czy on zawsze jest taki denerwujący? – spytała Michael,
zabierając kurtkę z wieszaka.
- Niestety to Lockwood, oni mają to we krwi – westchnęła Amy.
– To jak z tymi kręglami?
- Z chęcią pójdę – uśmiechnęła się.
Pożegnała się z Amy i ruszyła w drogę do domu.
Szła samotnie uliczką, aż nagle zaczepił ją, znajomo
wyglądający, chłopak.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej aniołki :) Jest już 4 post :) Pragnę przeprosić za tą przerwę,a le nie miałam dostępu do mojego laptopa :C
Liczę na wasze komentarze :) Krytyka mile widziana, zwłaszcza, że popełniam masę błędów xD
Dziękuję Szalikowi za to, że czyta ten badziew (według mnie). :D Kocham Cię <3
Zapraszam do zakładki BOHATERZY, tam pojawi się wygląd Amy ^^
+ dodałam muzykę na bloga, jeśli macie ochotę to włączcie, jest u góry strony :3
+ dodałam muzykę na bloga, jeśli macie ochotę to włączcie, jest u góry strony :3
Czekam na dalsze części, mi sie podoba ;)
OdpowiedzUsuńNati.
Dziękuję bardzo za opinię i za komentarz <3
UsuńCzekam na następną część. Na prawdę świetne! Bardzo mi się podoba. Weny życzę!
OdpowiedzUsuńPozdro Żobena :)
Dziękuję za komentarz i dalszą motywację <3
UsuńKiedy następna cześć? Opowiadanie jest świetne, choć fakt, jest kilka błędów, ale samo opowiadanie ma taki urok, ze ledwo je mozna dostrzec :)
OdpowiedzUsuńNiestety popełniam strasznie dużo błędów :<
UsuńNastępna część...Hmm...na pewno jutro, ale może wyrobię się na dziś wieczór <3 Dziękuję za komentarz :D
Super opowiadanie <3 czekam na cześć dalszą :3
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz <3
UsuńŚwietne :D
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta <3
Dziękuję za opinię <3
UsuńSupeer <3 czekam na dalsza czesc . Kiedy bd ? Mozesz dodawac troche dluzsze ?
OdpowiedzUsuńKochanie postaram się dodawać dłuższe, ale czasami wiecie BRAK CZASU, nawet w wakacje -,-'' :C Dziękuję za komentarz <3
Usuń