czwartek, 21 sierpnia 2014

#6 Atak, krew i szok.

Rozdział dedykowany moim obserwatorkom <3 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Amy odpowiedziała, że absolutnie nie wie, o co chodzi. Revens machnęła na tą całą walkę ręką i nie szukała więcej odpowiedzi na to pytanie. Może chodziło o jakąś grę komputerową, albo coś.
9 września był wietrznym dniem. Michael siedziała samotnie w domu, pisząc wypracowanie na angielski, dotyczący tolerancji w szkole. Zwykła rozprawka, ale męczyła się z nią bardzo długo. Spojrzała na zegar, który wskazywał równo osiemnastą. Mama Revens pracowała w klinice na nocnej zmianie, a młodsza siostra przesiadywała tydzień u babci. Zeszła na dół do kuchni  zrobić sobie kakao. Włączyła sobie radio, które w tym właśnie czasie odgrywało „Waiting Games”.
Co jeśli nigdy już Cię nie zobaczę bo oboje stoimy na scenie
Nie mów mi, żebym słuchała twojej piosenki, bo to nie to samo
Nie chce powiedzieć, że twoja miłość to gra na zwłokę.
Nuciła cicho, czekając na zagotowanie się mleka. Zalała białym płynem brązowy proszek i aż przeszedł ją przyjemny dreszcz, gdy poczuła zapach kakao. Nagle usłyszała głośne łomotanie w tylne drzwi domu. W myślach układała najczarniejsze scenariusze. Avis, jej pies, śpiący obok sofy nawet nie drgnął.
- Obrońca, nie ma co – szepnęła w myślach.
Usłyszała jeszcze raz jak ktoś wali w drzwi. Podeszła i zobaczyła przez szklany element, że to Xavier Lockwood. Czym zasłużyła na tę wizytę. Otworzyła, przybierając buntowniczą minę. Chwiał się, przez chwile myślała, że jest zapity. Zmieniła jednak zdanie, gdy zobaczyła cieknącą krew z jego czarnej koszulki…
~*~
- Co o tym myślicie? – spytała Amy do Midney i Elizabeth, siedzących naprzeciwko.
- Nocowanie integracyjne to naprawdę świetny pomysł, jednak trzeba zapytać dyrektorki o zgodę – odpowiedziała ciemnoskóra, która objęła posadę zastępczyni Vinbrook.
- W takim razie do Ciebie Midney będzie należało zebranie pieniędzy.
- Oczywiście, to nie problem, a o jaką kwotę chodzi? – spytała, notując wszystko.
Dziewczyny jeszcze bardzo długo rozmawiały w kawiarni na temat organizacji nocowania. W końcu temat zszedł na nieco luźniejsze sprawy, takie jak plotkowanie na temat uczniów.
- Zauważyłyście, że Kevin każdego dnia odprowadza Revens do domu? – zagadała Midney.
- Tak, nic w tym dziwnego, jest miła i sympatyczna, mieszkają obok siebie – dopowiedziała Elizabeth, po czym upiła łyk swojego Capuchino.
- Na pewno chodzi o to, aby dopiec Xavierowi – stwierdziła dziwnym tonem koleżanka.
- Przestań Midney! Jesteś po prostu zazdrosna, bo Boovel ci się podoba, od trzeciej klasy…- mruknęła blondynka. Amy bardzo zżyła się z Revens przez ostatni czas, dlatego postanowiła bronić jej w każdej sprawie.
- Nie prawda! – żachnęła się dziewczyna.
- Każdy to widzi, Ney…- powiedziała cicho Elizabeth, uśmiechając się delikatnie. – Tylko nie musisz od razu wjeżdżać na Remi, myślę, że ona i Kevin to tylko i wyłącznie koleżeństwo…
- Popieram El! – powiedziała entuzjastycznie Amy.
- Mimo wszystko nie przepadam za tą dziewczyną…
- Nie każemy ci się z nią przyjaźnić! Tylko przestań być dla niej taka gburowata, na W-F specjalnie trafiłaś ją piłką. – Elizabeth zaczęła szukać dzwoniącego telefonu w jej torbie.
- Zmieńmy temat – powiedziała Amy. – Kiedy wybieramy się nad urwisko? – spytała.
- Faktycznie, przydałoby się tam urządzić małe ognisko, może za dwa tygodnie…- przyznała Midney. – Dobrze, ja muszę lecieć, mamy jeszcze te wypracowanie na angielski…
- Och! Na śmierć zapomniałam! – krzyknęła Amy, waląc się w czoło.
~*~
- XAVIER! BOŻE! CO SIĘ STAŁO?! – Zaczęła panikować, bo nie wiedziała co się dzieje.
- Spokojnie mała. Jest ktoś u Ciebie w domu? – spytał, ledwo słyszalnym głosem.
- Nie jestem sama, matka wraca późno – powiedziała panicznym tonem.
- To świetnie…- wyszeptał. – Mógłbym…- nie dokończył, osunął się na kolana.
Przyklękła przy nim, wzięła w swoje małe dłonie jego twarz. Turkusowe oczy otwierały się leniwie, prosząc o pomoc. Były naprawdę piękne, dopiero teraz mogła ujrzeć piwne, małe plamki przy źrenicach.
- Zadzwonię po karetkę, leż tu spokojnie – powiedziała, a on natychmiast oprzytomniał.
- Nie! – krzyknął, łapiąc ją za rękę. – Nigdzie nie dzwoń. – Zaczął podnosić się powoli i chwiejnie, opierając się o futrynę drzwi. Przytrzymała go.
- Dobrze, po…poradzimy sobie jakoś sami – szepnęła.
Revens pomogła dojść mu do kuchni i posadziła go na krześle. Zobaczyła na swoim swetrze krew. Spojrzała na niego. Anioł Śmierci. Dosłownie.
- Co się stało Xavier? – spytała głośno, aby usłyszał, po czym ściągnęła mu koszulkę.
- Dlaczego mnie rozbierasz, kochanie? – spytał, uśmiechając się sarkastycznie.
- Czy Ty zawsze musisz taki być, nawet jeśli krwawisz od rany ciętej?! – warknęła, patrząc na rozcięcie, rozciągające się od końca lewego żebra, aż do pępka. – Co się stało?! – zapytała ponownie, szukając apteczki w górnej szafce.
- Małe zadrapanie, nic mi nie będzie – zapewnił. – Masz może wódkę? – spytał, gdy zobaczył, że idzie z jakimś marnym bandażykiem.
- Po co?
- Dostałem czymś i nie wiem czy nie było zakażone, poza tym tak się robi zawsze w filmach – zaśmiał się.
- Jesteś nienormalny – burknęła, podając mu alkohol.
Najpierw oczyściła ranę ściereczką, nasączoną wodą utlenioną. Syknął z bólu.
- Szczypie? – spytała, robiąc kwaśną minę.
- Nie, gilgocze kurwa! – krzyknął, zaciskając pięści i szczękę.
- Spokojnie, już skończyłam, teraz mam ci to polać wódką czy jak? – spytała, nie wiedząc co robić.
- Lej, wszystko jedno – mruknął.
- Jak się czujesz? – spytała, gdy już założyła bandaże.
- Jak człowiek pociachany nożem. Jednym słowem zajebiście – odpowiedział kąśliwie.
***
- Powinieneś iść na policję – stwierdziła. – Jak to się stało tak w ogóle? – zapytała, gdy siedzieli u niej w pokoju na łóżku.
-  Szedłem parkiem, ktoś wybiegł, ciachnął mnie nożem i uciekł. Potem chciałem iść do domu, ale nie dałem rady, wiedziałem gdzie mieszkasz i przyszedłem – powiedział spokojnie.
Revens czuła się nieswojo, siedząc przy nim i normalnie rozmawiając, bez cienia sarkazmu w wypowiedziach.
- Masz wielu wrogów, przypuszczam – szepnęła, patrząc w swój kubek herbaty.
- Z jednym siedzę i piję sobie herbatkę – zaśmiał się.
Pierwszy raz słyszała jego szczery śmiech, bez cienia kpiny, udawania. Był całkiem znośny, gdy byli sam na sam.
- Ten ktoś, kto cię zaatakował, jaki miał cel w okaleczeniu Ciebie? – zapytała, patrząc mu w oczy.
- Niektórzy nie umieją walczyć fair, Michael – powiedział cicho i założył jej kosmyk za ucho.
Nie pytała dalej, ponieważ dobrze wiedziała, że nie uzyska odpowiedzi. Jednak cieszyła się w duchu, że wypowiedział jej imię, dziwne, zazwyczaj zwracał się do niej „Mała”, „krasnal”, „gnom”. Cóż za miła odmiana.
- Zbieram tyłek. Już 21.00. Wracam do domu – powiedział, wstając z łóżka.
- Zapomniałeś o czymś – powiedziała Remi.
- Co znowu?
- Dziękuję! – warknęła Remi.
- Och, nie ma za co Revens, to taki mały prezent widzieć mnie półnagiego. Nie masz za co dziękować – odpowiedział melodyjnym głosem i wyszedł na chodnik, uśmiechając się sarkastycznie. Uwielbiał jej dokuczać.
- Jesteś idiotą, Lockwood! – krzyknęła za nim i zamknęła drzwi.
***
Kładąc się do łóżka miała w głowie jego słowa „Niektórzy nie umieją walczyć fair, Michael”. Potem przypomniała sobie kręgle „ Za tydzień walka…”. Wszystko układało się w dziwną całość, ale nadal nie wiedziała o co chodzi z tą walką. Przytuliła Avisa, który przyszedł najwidoczniej dotrzymać jej towarzystwa w nocy. Powoli zasypiała…
- AMY zaspałaś! – krzyknęła mama, waląc dziewczynę poduszką.
- Jak to…Jest dopiero…CHOLERA!
Śniadanie jadła biegnąc do szkoły, z pączkiem w gębie.
- Przepraszam za spóźnienie – powiedziała miłym głosem, przychodząc na lekcje historii.
- Zostało ci wybaczone – odpowiedziała łaskawie nauczycielka.
Revens siadła do ławki, w której była już Amy. Jak zwykle wyglądała perfekcyjnie.
- Cześć. W tę sobotę jest nocowanie integracyjne, będzie tylko nasza klasa. Obecność obowiązkowa – powiedziała uśmiechnięta.
- Panno Vinbrook cisza! – zagrzmiała nauczycielka.
- Jasne, będę. Xaviera nie ma? – spytała, błądząc wzrokiem po klasie.
- Nie. Kevina też, a więc będziesz wracać do domu sama – zaśmiała się Amy.
- Jakoś dam radę.
~*~
Po szkole postanowiła przejść się z Avisem w celu poznania miasteczka. Udała się w stronę centrum, gdzie była tylko raz. Dużo małych sklepików, wokół trójkątnego rynku sprawiało wrażenie, że jest w jakimś wielkim mrowisku. Ludzi było naprawdę od groma. Wędrowała tak, aż zapadł lekki zmrok. Dostała sms-a.
Remi, nie uwierzysz gdzie teraz jestem i co robię. Błagam Cię spotkajmy się obok kręgielni. Szybko to ważne! Chodzi o X i K.
Amy.
Michael spojrzała dookoła siebie, aby określić swoje położenie. Pobiegła z Avisem główną ulica i za pięć minut znalazła się przed klubem. Kolejne mrowisko. Podejrzane typy, grupka osób, jakaś blondynka.
- Amy?! – zawołała w chmarze osób.
- REMI! – krzyknęła, podbiegając i dysząc ze zmęczenia.
- Co się stało? – spytała, trzymając mocno smycz.
- Chłopaki…oni…oni zaraz…- wskazała palcem na telebim, umieszczony na niskim dachu klubu.

Revens nie wierzyła w to co widzi. Zalazła ją fala strachu.


__________________________________________________________________

Hej Aniołki :) Rozdział trochę dłuższy :) 
Liczę na komentarze z waszej strony :)
Rozdział 7 w niedzielę, więc nie pytajcie w kom. kiedy będzie :3
Kocham was i pozdrawiam A.M.Black <3

14 komentarzy:

  1. Świetny rozdział jak i całe opowiadanie <3 ciekawe o co chodzi z chłopakami??? Życzę weny i czekam do niedzieli :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Opłacało się czekać na rozdział :*
    Jeny nie spodziewałam się, że Xavier przyjdzie do Michael i będzie nawet miły, no może milszy niż zwykle :)
    O co chodzi z tą wojną pomiędzy chłopakami? Licze, że wkrótce się dowiem.
    Ciekawa jestem też ogniska bo zapewne coś się wydarzy^^
    Przy okazji skończyłaś w takim momencie, że nie wiem czy dam rade do niedzieli :D w każdym razie w niedziele będę sprawdzać bloga co 10min.

    Jeszcze tak czytam, czytam początek i w końcu się zorientowałam,więc dzięki za dedykacje <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodać rano w niedzielę :D + dziękuję za obfity komentarz :)

      Usuń
  3. Nie mozesz dac w sobote ? blagam ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle świetne <3 Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Wciągnęłam się <3 Wiecej :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne to!!! Ciągle sprawdzam czy jest jakiś nowy rozdział. Uwielbiam twoje opowiadanie i czuję nienasycenie! Za mało tego. Więcej, więcej, więęęcej! Jesteś świetna w pisaniu. :D Pozdrowionka z MSS: Postrach krów w betoniarce. :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam juz dobre 10 godzin i gdzie jest rozdział 7 ? >.<

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdzie jest rozdział? :< moje życie straciło sens ;_;

    OdpowiedzUsuń