poniedziałek, 18 sierpnia 2014

#5 Kevin i turkusowe kręgle.


Rozdział dedykowany komentującym, którzy malują uśmiech na mojej twarzy :D
***



Zaczepił ją, znajomo wyglądający chłopak. Już sobie przypomniała, widywała go, gdy siedziała samotnie na parapecie swojego okna, które mieściło się na poddaszu. Szedł chodnikiem w dresie, gubiła go z oczu za zakrętem.
- Cześć – odezwał się wesoło, łapiąc jej „nieżywą” rękę i potrząsając dynamicznie.
- Hej – odpowiedziała w intonacji pytającej.
- Jestem Kevin, chodzę do przeciwległej klasy, mieszkam naprzeciwko Ciebie. – oznajmił, choć dla Michael nie było to wystarczającym argumentem, dla którego ją zaczepia. – Zawsze widuję Cię w oknie, patrzysz się na mnie i myślisz, że nie widzę. – Revens zawstydziła się tak bardzo, że jej blade policzki zabarwiły się na kolor buraka.
- Trudno nie patrzeć, gdy człowiek wygląda jak zmodyfikowana wersja Justina Biebera – odgryzła się, przyśpieszając kroku.
- Ej, nie gniewaj się, chciałem tylko poznać nową sąsiadkę, a co do Justina Biebera, to większej obrazy nie dano mi usłyszeć. – Zrobił minę smutnego pieska.
- Przepraszam . – Zaśmiała się, klepiąc go po ramieniu.
- Nie wiem czy się pozbieram po czymś takim, masz może w domu sznur do powieszenia, albo jakiś tasak do pocięcia? – Zaczął żartować, co bardzo rozbawiło Revens.
- Nie, ale mam młodszą siostrę, która może wywołać depresję, a co za tym wyniknie – zgon.
Obaj wybuchneli śmiechem.
- Bawi się z moją młodszą siostrą – poinformował.
- Któż by pomyślał, mała potwora jest bardziej towarzyska ode mnie.
Mówiąc to Revens znalazła się z chłopakiem na skrzyżowaniu, gdzie musieli się pożegnać. Blondynka miała pisane iść prosto, a dziwna imitacja Biebera w lewo.
- To cześć Kevin, miło było poznać – pomachała na odchodnym, a on uczynił to samo, obdarowywując ją ciepłym uśmiechem.
~*~
Dzień w szkole dłużył się niemiłosiernie. Zwłaszcza historia, której Revens nienawidziła ponad wszystko. Nadszedł czas na cudowną nagrodę.
- Ładnie tu – stwierdziła Michael, wchodząc do klubu.
Po prawej stronie znajdowało się pięć torów do gry w kręgle, a po lewej recepcja. Miejscówka zaopatrzona była w bar, w którym dziewczyny od razu zamówiły gorącą herbatę i bułkę słodką. Sciany pomalowane były na szaro, ale ciepła dodawały rabarbarowe paski, zamieszczone w równych odstępach. Lampy dawały ciepłe światło, a z głośników leciała młodzieżowa muzyka.
Gdy zjadły podeszły do recepcji.
- Zaprosiłam jeszcze kilka osób, powinni niedługo być  - poinformowała Amy.
- Kto mianowicie przyjdzie? – spytała Remi, biorąc swoje buty do gry w rozmiarze 36.
- Większość znasz – odpowiedziała wymijająco. – Naprawdę masz taką małą nóżkę? – spytała szybko, patrząc na swoje 39-tki.
- No niestety, jestem krasnoludkiem. – Zaśmiała się i poszły na pufy, stojące niedaleko ich toru, aby włożyć buty.
- Przyszli! – Amy wskazała palcem na grupkę osób, stojących w kolejce do „buciarni”.
Michael zdębiała, widząc czarną, lwią grzywę, opierającą się o blat recepcji.
- Co on tu do jasnej cholery robi! – krzyknęła w swoich myślach tak głośno, że aż realistycznie zabolały ją uszy.
- Cześć. – Z myśli ,jak zabić ów Pana Xaviera, wyrwał ją melodyjny głos, który słyszała wczoraj.
Odwróciła się pośpiesznie i ujrzała błękitne oczy, które wpatrywały się w nią, oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Um…Hej Kevin – mruknęła jakby przez mgłę.
- Wszystko w porządku, Remi? – spytała Vinbrook, podchodząc i kładąc rękę na ramieniu blondwłosej.
- Oczywiście - uśmiechnęła się i odeszła do miejsca, gdzie leżały poukładane kule.
- Sam się wprosił – wyjaśniła Amy, mówiąc jej to szeptem.

Doskonale wiedziała, że nie zbyt przepada za Lockwoodem.
Michael postanowiła ignorować Xaviera i bawić się świetnie w towarzystwie Amy, Kevina, Elizabeth i Midney. Wszyscy rozsiedli się na pufach, toteż spokojnie mogła się zastanowić jaką kulę wybrać i jak się nie ośmieszyć.
- Ta jest za ciężka – usłyszała głos, którego już od pierwszego dnia szkoły nienawidziła tak bardzo.
- Człowiek nie może mieć aż tak turkusowych oczu…- pomyślała, patrząc na nie z zaciekawieniem.
- Jak skończysz podziwiać moje wdzięki, to weź tę. – Podał jej błękitną kulę, uśmiechając się wrednie.
Revens wyszarpała mu z dłoni obiekt i z wściekłością zbiła aż zero kręgli, co bardzo ją zirytowało. Spojrzała na Kevina, który uśmiechał się pobłażliwie. Usłyszała śmiech Xaviera, podeszła szybkim krokiem do niego. Fakt faktem, sięgała ku do połowy klatki piersiowej, ale mimo to odważyła się powiedzieć:
- W takim razie pokaż co potrafisz, mocny w słowie.
- Czyżby mała Mi była nieco poddenerwowana? – spytał cicho, przybliżając się na niebezpieczną odległość.
Revens cofnęła się krok do tyłu.
- Chcę sprawdzić, czy umiesz lepiej.
- To był błąd Remi, jest najlepszy w te klocki, no może Kevin mu dorównuje – powiedziała Elizabeth, podając Revens jej sok. – Poza tym lepiej go nie denerwować…
- Najchętniej wzięłabym tę jego owłosioną głowę i…
- Spokojnie, on się tylko z Tobą droczy – przerwał jej Kevin, który siadł z uśmiechem na pufie obok.
Michael obserwowała jak Anioł Śmierci zdejmuje czarną bluzę, dopiero teraz można było zobaczyć jak bardzo jest umięśniony. Na pierwszy rzut oka wydawał jej się chudym flaczkiem, ale teraz diametralnie zmieniła zdanie, choć nadal go nie cierpiała i chciała mu odgryźć gardło. Przez chwilę zastanawiał się jaką wybrać kulę.
- Czarna. Dlaczego mnie to nie dziwi? – spytała sama siebie.
Spojrzał na nią, ukazując białe zęby, machając ciężką bilą w lewej ręce. Zmrużyła oczy, prosząc cokolwiek istnieje, aby miał pecha i nie trafił.
Cztery szybkie kroki. Wypuszczona. Toczy się w sam środek. Zderzenie. Jeden kręgiel waha się nad upadkiem, jednak przegrywa i z łoskotem uderza o podłoże.
Revens patrzyła z niedowierzaniem. Xavier odwrócił się ze satysfakcją wymalowaną na twarzy, a jego turkusowe oczy świeciły z radości wygranej.
- To nie możliwe, zbił wszystkie…
- Strike, Mała Mi – rzekł z sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy.
 Podszedł bliżej dumnym krokiem.
- Boovel, za tydzień walka, racz się stawić – powiedział ponuro, patrząc na Kevina, a potem na Revens, następnie wyszedł z klubu i atmosfera się poluźniła.
Jednak, gdy Remi spytała o co chodzi z walką, jej sąsiad za nic nie chciał udzielić odpowiedzi. Ciekawska, postanowiła spytać wszystkowiedzącej Amy Vinbrook…


______________________

Przepraszam Aniołki, ze tak krótko :< Następny rozdział postaram się wrzucić jutro, albo pojutrze :)
Złapało mnie przeziębienie, źle się czuję i boję się, że rozdział, jak i dialogi, wyszły marnie :C
Czekam na wasze komentarze, sugestie, opinie. Na każdy odpowiem <3
Kocham was <3
Zajrzyjcie do zakładki Bohaterzy, chyba że wolicie wyobrazić sobie wygląd postaci. To zależy od was <3

Chciałabym serdecznie podziękować za taką ilość wyświetleń :D Jesteście kochani! :D
Dobranoc :D
A.M.Black 

14 komentarzy:

  1. Świetny blog !Wpadłam przypadkowo i nie żałuję ;) Rozdział choć nie jest długi jest dobry. Xavier nie przypadł mi w pełni do gustu (jak narazie) a Kevin wręcz przeciwnie :)

    Buziaki:* Weny życzę i będę zaglądać częściej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *O* Dziękuję za ten piękny, motywujący komentarz <3

      Usuń
    2. Prosze ^^ ale czy piękny? Bo tak patrzę i jest beznadziejny .

      Usuń
    3. Każdy komentarz wywołuje uśmiech na mojej twarzy :D Jest wyjątkowy <3 i dziękuję, że czytasz i komentujesz :)

      Usuń
  2. Hej . Bardzo fajny blog . Dodasz jutro kolejny rozdzial ? tylko dluzszy prosze <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dam radę, będzie wena to pewnie :)
      Dziękuję za opinię :)

      Usuń
  3. Kocham to opowiadanie <3 mi się ten rozdział bardzo podobał (jak wszystkie zresztą :)) :3 zdrowia życzę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za życzonka i komentarz :) <3

      Usuń
  4. Kiedy następny? *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy nastepny?

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć aniołku!
    Pije sobie Yerbemate. Wisisz mi nowego laptopa. Tak jakoś przy porównaniu Kevina do Biebera, zawartość kubka wylała się.
    Zabije cię,
    PISZ DŁUŻEJ.
    Rozdział ogólnie lodzio-miodzio kocham cię ♥

    OdpowiedzUsuń