Rozdział dedykowany komentującym, którzy malują uśmiech na mojej twarzy :D
***
Zaczepił ją, znajomo wyglądający chłopak. Już sobie
przypomniała, widywała go, gdy siedziała samotnie na parapecie swojego okna,
które mieściło się na poddaszu. Szedł chodnikiem w dresie, gubiła go z oczu za
zakrętem.
- Cześć – odezwał się wesoło, łapiąc jej „nieżywą” rękę i
potrząsając dynamicznie.
- Hej – odpowiedziała w intonacji pytającej.
- Jestem Kevin, chodzę do przeciwległej klasy, mieszkam
naprzeciwko Ciebie. – oznajmił, choć dla Michael nie było to wystarczającym
argumentem, dla którego ją zaczepia. – Zawsze widuję Cię w oknie, patrzysz się
na mnie i myślisz, że nie widzę. – Revens zawstydziła się tak bardzo, że jej
blade policzki zabarwiły się na kolor buraka.
- Trudno nie patrzeć, gdy człowiek wygląda jak zmodyfikowana
wersja Justina Biebera – odgryzła się, przyśpieszając kroku.
- Ej, nie gniewaj się, chciałem tylko poznać nową sąsiadkę,
a co do Justina Biebera, to większej obrazy nie dano mi usłyszeć. – Zrobił minę
smutnego pieska.
- Przepraszam . – Zaśmiała się, klepiąc go po ramieniu.
- Nie wiem czy się pozbieram po czymś takim, masz może w
domu sznur do powieszenia, albo jakiś tasak do pocięcia? – Zaczął żartować, co
bardzo rozbawiło Revens.
- Nie, ale mam młodszą siostrę, która może wywołać depresję,
a co za tym wyniknie – zgon.
Obaj wybuchneli śmiechem.
- Bawi się z moją młodszą siostrą – poinformował.
- Któż by pomyślał, mała potwora jest bardziej towarzyska
ode mnie.
Mówiąc to Revens znalazła się z chłopakiem na skrzyżowaniu,
gdzie musieli się pożegnać. Blondynka miała pisane iść prosto, a dziwna
imitacja Biebera w lewo.
- To cześć Kevin, miło było poznać – pomachała na odchodnym,
a on uczynił to samo, obdarowywując ją ciepłym uśmiechem.
~*~
Dzień w szkole dłużył się niemiłosiernie. Zwłaszcza
historia, której Revens nienawidziła ponad wszystko. Nadszedł czas na cudowną
nagrodę.
- Ładnie tu – stwierdziła Michael, wchodząc do klubu.
Po prawej stronie znajdowało się pięć torów do gry w kręgle,
a po lewej recepcja. Miejscówka zaopatrzona była w bar, w którym dziewczyny od
razu zamówiły gorącą herbatę i bułkę słodką. Sciany pomalowane były na szaro,
ale ciepła dodawały rabarbarowe paski, zamieszczone w równych odstępach. Lampy
dawały ciepłe światło, a z głośników leciała młodzieżowa muzyka.
Gdy zjadły podeszły do recepcji.
- Zaprosiłam jeszcze kilka osób, powinni niedługo być - poinformowała Amy.
- Kto mianowicie przyjdzie? – spytała Remi, biorąc swoje
buty do gry w rozmiarze 36.
- Większość znasz – odpowiedziała wymijająco. – Naprawdę masz
taką małą nóżkę? – spytała szybko, patrząc na swoje 39-tki.
- No niestety, jestem krasnoludkiem. – Zaśmiała się i poszły
na pufy, stojące niedaleko ich toru, aby włożyć buty.
- Przyszli! – Amy wskazała palcem na grupkę osób, stojących
w kolejce do „buciarni”.
Michael zdębiała, widząc czarną, lwią grzywę, opierającą się
o blat recepcji.
- Co on tu do jasnej cholery robi! – krzyknęła w swoich
myślach tak głośno, że aż realistycznie zabolały ją uszy.
- Cześć. – Z myśli ,jak zabić ów Pana Xaviera, wyrwał ją
melodyjny głos, który słyszała wczoraj.
Odwróciła się pośpiesznie i ujrzała błękitne oczy, które
wpatrywały się w nią, oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi.
- Um…Hej Kevin – mruknęła jakby przez mgłę.
- Wszystko w porządku, Remi? – spytała Vinbrook, podchodząc
i kładąc rękę na ramieniu blondwłosej.
- Oczywiście - uśmiechnęła się i odeszła do miejsca, gdzie
leżały poukładane kule.
- Sam się wprosił – wyjaśniła Amy, mówiąc jej to szeptem.
Doskonale wiedziała, że nie zbyt przepada za Lockwoodem.
Michael postanowiła ignorować Xaviera i bawić się świetnie w
towarzystwie Amy, Kevina, Elizabeth i Midney. Wszyscy rozsiedli się na pufach,
toteż spokojnie mogła się zastanowić jaką kulę wybrać i jak się nie ośmieszyć.
- Ta jest za ciężka – usłyszała głos, którego już od
pierwszego dnia szkoły nienawidziła tak bardzo.
- Człowiek nie może mieć aż tak turkusowych oczu…-
pomyślała, patrząc na nie z zaciekawieniem.
- Jak skończysz podziwiać moje wdzięki, to weź tę. – Podał jej
błękitną kulę, uśmiechając się wrednie.
Revens wyszarpała mu z dłoni obiekt i z wściekłością zbiła
aż zero kręgli, co bardzo ją zirytowało. Spojrzała na Kevina, który uśmiechał się
pobłażliwie. Usłyszała śmiech Xaviera, podeszła szybkim krokiem do niego. Fakt
faktem, sięgała ku do połowy klatki piersiowej, ale mimo to odważyła się
powiedzieć:
- W takim razie pokaż co potrafisz, mocny w słowie.
- Czyżby mała Mi była nieco poddenerwowana? – spytał cicho,
przybliżając się na niebezpieczną odległość.
Revens cofnęła się krok do tyłu.
- Chcę sprawdzić, czy umiesz lepiej.
- To był błąd Remi, jest najlepszy w te klocki, no może
Kevin mu dorównuje – powiedziała Elizabeth, podając Revens jej sok. – Poza tym
lepiej go nie denerwować…
- Najchętniej wzięłabym tę jego owłosioną głowę i…
- Spokojnie, on się tylko z Tobą droczy – przerwał jej
Kevin, który siadł z uśmiechem na pufie obok.
Michael obserwowała jak Anioł Śmierci zdejmuje czarną bluzę,
dopiero teraz można było zobaczyć jak bardzo jest umięśniony. Na pierwszy rzut
oka wydawał jej się chudym flaczkiem, ale teraz diametralnie zmieniła zdanie, choć
nadal go nie cierpiała i chciała mu odgryźć gardło. Przez chwilę zastanawiał
się jaką wybrać kulę.
- Czarna. Dlaczego mnie to nie dziwi? – spytała sama siebie.
Spojrzał na nią, ukazując białe zęby, machając ciężką bilą w
lewej ręce. Zmrużyła oczy, prosząc cokolwiek istnieje, aby miał pecha i nie
trafił.
Cztery szybkie kroki. Wypuszczona. Toczy się w sam środek.
Zderzenie. Jeden kręgiel waha się nad upadkiem, jednak przegrywa i z łoskotem
uderza o podłoże.
Revens patrzyła z niedowierzaniem. Xavier odwrócił się ze
satysfakcją wymalowaną na twarzy, a jego turkusowe oczy świeciły z radości
wygranej.
- To nie możliwe, zbił wszystkie…
- Strike, Mała Mi – rzekł z sarkastycznym uśmieszkiem na
twarzy.
Podszedł bliżej
dumnym krokiem.
- Boovel, za tydzień walka, racz się stawić – powiedział ponuro,
patrząc na Kevina, a potem na Revens, następnie wyszedł z klubu i atmosfera się
poluźniła.
Jednak, gdy Remi spytała o co chodzi z walką, jej sąsiad za
nic nie chciał udzielić odpowiedzi. Ciekawska, postanowiła spytać wszystkowiedzącej
Amy Vinbrook…
Świetny blog !Wpadłam przypadkowo i nie żałuję ;) Rozdział choć nie jest długi jest dobry. Xavier nie przypadł mi w pełni do gustu (jak narazie) a Kevin wręcz przeciwnie :)
OdpowiedzUsuńBuziaki:* Weny życzę i będę zaglądać częściej.
*O* Dziękuję za ten piękny, motywujący komentarz <3
UsuńProsze ^^ ale czy piękny? Bo tak patrzę i jest beznadziejny .
UsuńKażdy komentarz wywołuje uśmiech na mojej twarzy :D Jest wyjątkowy <3 i dziękuję, że czytasz i komentujesz :)
UsuńHej . Bardzo fajny blog . Dodasz jutro kolejny rozdzial ? tylko dluzszy prosze <3
OdpowiedzUsuńJak dam radę, będzie wena to pewnie :)
UsuńDziękuję za opinię :)
Kocham to opowiadanie <3 mi się ten rozdział bardzo podobał (jak wszystkie zresztą :)) :3 zdrowia życzę <3
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo za życzonka i komentarz :) <3
UsuńZajebisty
OdpowiedzUsuńDzięki :)
UsuńKiedy następny? *.*
OdpowiedzUsuńJutro <3 ;*
UsuńKiedy nastepny?
OdpowiedzUsuńCześć aniołku!
OdpowiedzUsuńPije sobie Yerbemate. Wisisz mi nowego laptopa. Tak jakoś przy porównaniu Kevina do Biebera, zawartość kubka wylała się.
Zabije cię,
PISZ DŁUŻEJ.
Rozdział ogólnie lodzio-miodzio kocham cię ♥